Bieszczady powitały nas tak, jak powinny witać każdego obieżyświata prawdziwie groźne góry, deszczem i niskimi chmurami, ale nie zrobiło to na nas większego wrażenia.
Bukowe Berdo gęsto było przykryte chmurami, ale nawet deszcz padający poziomo nie zniechęcił nas do zdobycia Tarnicy.
Drugiego dnia niebo było łaskawsze i nawet pokazało się słońce. Czym prędzej pomaszerowaliśmy na połoniny.
Zachwytom nad niezwykłymi widokami nie było końca. Istną wisienką na torcie była porcja faktów i ciekawostek, którą przygotował dla nas pan przewodnik.
Bieszczadzki przygodę zakończyliśmy na sławnych naleśnikach gigantach.
















